Śmiejecie się ze mnie, bo jestem inny. Ja się śmieję z was, bo wszyscy jesteście tacy sami. - Jonathan Davis - Gay Blog

Wpisy z tagiem: impreza

czwartek, 19 stycznia 2012

Ostatnia impreza na którą miałem się w ogóle nie wybierać skończyła się dla mnie dnia następnego o godzinie 16, kiedy to na morderczym kacu wróciłem do domu. Mogę napisać, że było ciekawie, nawet bardzo. Bilans jest taki, że jedna niewiasta ma złamane serducho, jeden chłopiec miał nadzieję, że się nim zainteresuje, powstało kilka niepublikowalnych fotek i wracałem do zdrowia przez dwa dni. :P

 "Ale z niego ciacho. Dowiesz się czy ma dziewczynę? Mam tak do niego podejść i zapytać?, Zostaje na noc? W którym pokoju śpi? Masz jego numer?" - To tylko kilka ze zdań jakie padły jednym ciągiem w stronę mojej koleżanki, wymawiane jednym ciągiem przez Blond Katarzynę by zebrać informacje na mój temat. Po odczekaniu kilkunastu sekund Marta [koleżanka na którą spadł ów potok słów] odpowiedziała tylko jedno zdanie, które zniszczyło światopogląd blondynki.

-Kaśka, nie masz u niego szans, on jest Gejem.

Lirycznie ujęte słowa zepsuły dziewczynie resztę imprezy. Ale przecież to nie moja wina, nie wybierałem tego, że jestem gejem, po prostu miałem szczęście;) :P 

 Chłopak, który miał nadzieję, że napije się z nim piwa i "poznamy się bliżej" został najzwyczajniej poinformowany słowami "nic z tego nie będzie", bo przecież w mojej głowie mam tylko jeden zakodowany obraz chłopaka, tego z którym wiąże pewne plany i nikt inny do szczęścia nie jest mi potrzebny. Jak będzie z Świątecznym Chłopakiem okaże się w najbliższym czasie, póki co nie zapeszam;)

 

czwartek, 29 grudnia 2011

"Nowy początek dzięki kalendarzowi zdarza się co roku. Wystarczy nastawić zegar na styczeń. Nagrodą za przetrwanie świąt jest Nowy Rok i związana z nim tradycja noworocznych postanowień. Rzucić przeszłość za siebie i zacząć od nowa. Trudno się oprzeć pokusie rozpoczęcia od nowa… Schowania zeszłorocznych problemów do szuflady."

   Ostatni dzień świąt zapowiadał się równie nudno jak całe święta, ale już z samego rana jakby dało się czuć jakiś dziwny optymizm. Gdy zadzwonił  telefon i usłyszałem jak moja przyjaciółka mówi: "Szykuj się na wieczór, idziemy na gruby bouns." - wiedziałem, że skończy się to ewidentnie nad ranem. 

   Wyszykowany i mentalnie nastawiony na imprezowy klimat dotarłem w umówione wcześniej miejsce i tam zrobiliśmy mały before przed imprezą. Odpowiednia dawka alkoholu [przyznaje, że potrzebuje spoooro] zawsze przekłada się na szybkość mojego wkraczania na parkiet. A Jeffree jak to ma w zwyczaju, bez zbędnych ceregieli chwycił świeżo poznaną koleżankę za rękę i zaciągnął na parkiet. Ów koleżanka od samego początku była poinformowana, o tym że jestem gejem, więc taniec zamienił się w prawdziwie wirujący sex na parkiecie.


 "Jeffree! On jeste gejem!"

   Wiedziałem, że zawsze mogę liczyć na swoich znajomych, a na koleżanki to już w stu procentach. Swatanie w ich wykonaniu jest niesamowite, a jeszcze bardziej niesamowicie to wygląda gdy swatać chcą mnie;) Blisko 2 godziny podchodów do jednego z chłopaków których poznałem [a byli oni znajomymi mojej znajomej] zaowocowało w niesamowicie nieudaną dyskusje:
- No i jak tam, co sądzisz o Jeffree'm?
- A całkiem fajny.
- No to może coś tam zagadacie?
- Chętnie, tylko, ze ja jestem zajęty O.o 

Facepalm do potęgi N, ale było przynajmniej śmiesznie;)

   Mimo nieudanego swatania z pierwszym kandydatem wyszukanym przez moje kochane dziewczyny, pojawił się [a w zasadzie cały czas był, tylko sądziłem ze jest hetero] drugi kandydat - kolega pana numer jeden;) [wiem że to zagmatwane:P] Z panem numer 2 rozmawiałem przez dalszą część imprezy, a nawet niecnie wyciągnąłem na parkiet by potańczyć, ten jednak po kilku wrócił ze mną do stolika bo jak stwierdził "nie jest gotów na publiczne tańczenie z chłopakiem".

"Odprowadzisz mnie?"

   Wieczór powoli dobiegał końca i mimo tłumu jaki był w klubie część znajomych rozchodziła się "wstawiona" do swych domostw;) Przyszedł czas, że pan nr 2 musiał zbierać się do domu z racji podróży w akompaniamencie jego bliskiej koleżanki, którą miał odstawić bezpiecznie do domu. Ubrał się i zapytał "To co, odprowadzisz Nas kawałek?". W pierwszym momencie nie zrozumiałem o co chodzi, ale za trzecim razem dotarło do mnie: "Jeffree, idź z nimi!"

  Gdy tylko wyszedłem z nimi, wystarczyło że zrobiłem kilka kroków a pan numer 2 obrócił się w moją stronę, zatrzymał bezpośrednio przed moją twarzą i ... pocałował mnie. Staliśmy tam z dobre kilka minut i się całowaliśmy a koleżanka mogła jedynie to obserwować. Spojrzał mi w oczy i niechętnie rzucił "no to dobranoc"... Nic innego nie pozostało mi jak odpowiedzieć to samo. A w chwile później wymieniliśmy się numerami telefonu.

   Następnego dnia spotkaliśmy się i razem łaziliśmy po mieście. Nic z tego nie będzie z racji mieszkania w różnych miastach i znaaaacznej odległości, ale zakumplowaliśmy się i już wstępnie ugadaliśmy się na jakąś imprezę;) Taki właśnie mały prezent zrobił mi Mikołaj, bardzo miły, mimo, że nic poważniejszego z tego nie wyjdzie... 

"Mimo wszystko..."

   Czasami warto poddać się chwili i naładować akumulatory endorfin. Nieważne, że przyszłość nagle nie rozjaśni się i wciąż ciężko szukać gotowych rozwiązań. Raz do roku, zdmuchując świeczki z tortu urodzinowego, życzymy sobie jedno, porządne życzenie. Niektórzy z nas są bardziej zachłanni na szczęście: zdmuchują rzęsy, wrzucają monety do fontann, liczą na szczęśliwe gwiazdy. I od czasu do czasu... niektóre z tych życzeń się spełniają. Co wtedy? Czy to jest to, czego się spodziewaliśmy? Czy rozkoszujemy się ciepłą poświatą naszego szczęścia? Czy... zdajemy sobie sprawę, że mamy długą listę życzeń do spełnienia? Bo przecież nie życzymy sobie łatwych rzeczy. Życzymy sobie czegoś wielkiego. Rzeczy, które są ambitne, poza zasięgiem. Życzymy sobie, ponieważ potrzebujemy pomocy. Ponieważ jesteśmy przestraszeni. I wiemy, że prosimy o zbyt wiele. Pomimo tego wciąż sobie życzymy... ponieważ czasami... życzenia się spełniają.

 

piątek, 26 listopada 2010
Wczorajsza imprezka zaowocowała podbudowaniem mojego wewnętrznego ego, rwanie było więc impreza zaliczona do udanych.
Warto dodac że wreszcie nie spiłem się tak jak zawsze i udało mi się utrzymać fason:P Zmierzam w dobrym kierunku... Szkoda tylko że mojego "bambino" nie było.

Piosenka na poprawe humoru:)
http://muangthai.wrzuta.pl/audio/5uof2TkdGeo/aloe_blacc_-_i_need_a_dollar
Aloe Blacc - I Need A Dollar
email kontaktowy:
jeffree@gazeta.pl
Jeffree Gay Blog