Wpisy z tagiem: impreza
czwartek, 19 stycznia 2012
Ostatnia impreza na którą miałem się w ogóle nie wybierać skończyła się dla mnie dnia następnego o godzinie 16, kiedy to na morderczym kacu wróciłem do domu. Mogę napisać, że było ciekawie, nawet bardzo. Bilans jest taki, że jedna niewiasta ma złamane serducho, jeden chłopiec miał nadzieję, że się nim zainteresuje, powstało kilka niepublikowalnych fotek i wracałem do zdrowia przez dwa dni. :P
czwartek, 29 grudnia 2011
Ostatni dzień świąt zapowiadał się równie nudno jak całe święta, ale już z samego rana jakby dało się czuć jakiś dziwny optymizm. Gdy zadzwonił telefon i usłyszałem jak moja przyjaciółka mówi: "Szykuj się na wieczór, idziemy na gruby bouns." - wiedziałem, że skończy się to ewidentnie nad ranem.
Wiedziałem, że zawsze mogę liczyć na swoich znajomych, a na koleżanki to już w stu procentach. Swatanie w ich wykonaniu jest niesamowite, a jeszcze bardziej niesamowicie to wygląda gdy swatać chcą mnie;) Blisko 2 godziny podchodów do jednego z chłopaków których poznałem [a byli oni znajomymi mojej znajomej] zaowocowało w niesamowicie nieudaną dyskusje:
Wieczór powoli dobiegał końca i mimo tłumu jaki był w klubie część znajomych rozchodziła się "wstawiona" do swych domostw;) Przyszedł czas, że pan nr 2 musiał zbierać się do domu z racji podróży w akompaniamencie jego bliskiej koleżanki, którą miał odstawić bezpiecznie do domu. Ubrał się i zapytał "To co, odprowadzisz Nas kawałek?". W pierwszym momencie nie zrozumiałem o co chodzi, ale za trzecim razem dotarło do mnie: "Jeffree, idź z nimi!" Gdy tylko wyszedłem z nimi, wystarczyło że zrobiłem kilka kroków a pan numer 2 obrócił się w moją stronę, zatrzymał bezpośrednio przed moją twarzą i ... pocałował mnie. Staliśmy tam z dobre kilka minut i się całowaliśmy a koleżanka mogła jedynie to obserwować. Spojrzał mi w oczy i niechętnie rzucił "no to dobranoc"... Nic innego nie pozostało mi jak odpowiedzieć to samo. A w chwile później wymieniliśmy się numerami telefonu.
Czasami warto poddać się chwili i naładować akumulatory endorfin. Nieważne, że przyszłość nagle nie rozjaśni się i wciąż ciężko szukać gotowych rozwiązań. Raz do roku, zdmuchując świeczki z tortu urodzinowego, życzymy sobie jedno, porządne życzenie. Niektórzy z nas są bardziej zachłanni na szczęście: zdmuchują rzęsy, wrzucają monety do fontann, liczą na szczęśliwe gwiazdy. I od czasu do czasu... niektóre z tych życzeń się spełniają. Co wtedy? Czy to jest to, czego się spodziewaliśmy? Czy rozkoszujemy się ciepłą poświatą naszego szczęścia? Czy... zdajemy sobie sprawę, że mamy długą listę życzeń do spełnienia? Bo przecież nie życzymy sobie łatwych rzeczy. Życzymy sobie czegoś wielkiego. Rzeczy, które są ambitne, poza zasięgiem. Życzymy sobie, ponieważ potrzebujemy pomocy. Ponieważ jesteśmy przestraszeni. I wiemy, że prosimy o zbyt wiele. Pomimo tego wciąż sobie życzymy... ponieważ czasami... życzenia się spełniają.
piątek, 26 listopada 2010
Wczorajsza imprezka zaowocowała podbudowaniem mojego wewnętrznego ego, rwanie było więc impreza zaliczona do udanych. Warto dodac że wreszcie nie spiłem się tak jak zawsze i udało mi się utrzymać fason:P Zmierzam w dobrym kierunku... Szkoda tylko że mojego "bambino" nie było. Piosenka na poprawe humoru:) http://muangthai.wrzuta.pl/audio/5uof2TkdGeo/aloe_blacc_-_i_need_a_dollar
|
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
jeffree@gazeta.pl
Gay Blog
|