Czasami nie rozumiem sam siebie. To takie dziwne uczucie jakby w jednym momencie siedziały we mnie dwie osobowości, krzyczące jednocześnie dwa skrajnie różniące się poglądy. To nie schizofrenia to chyba raczej jakieś wewnętrzne rozdarcie. Przyszła wiosna, więc powoli ładuję energetyczny akumulator po zimie. Mój optymizm jednego dnia szaleje a innego odechciewa mi się nawet wychodzić z łóżka. Mam nadzieję, ze to minie, bo idzie oszaleć.
Rodzicielka wciąż zaskakuje mnie swoimi wiadomościami, i choć już mniej emocjonalnie to jednak wciąż buzuje we mnie krew jak słyszę, że pooperacyjne komplikacje pojawiają się na nowo. Powinna dostać już kartę stałego klienta w szpitalu bo w ciągu ostatnich 2 miesięcy wizytowała tam już 5 razy. Teraz dopiero rozumiem, że rak/nowotwór to nie przelewki.
Chciałbym ponarzekać na brak miłości ale nie mogę, bo za każdym razem gdy kończy się impreza "czeka" na mnie jakaś "laska" z nadzieją, że uda jej się ze mną pogadać. Nie wiem czy mam się śmiać czy płakać ale moja menagerka również zachowuje się jakby padło jej na głowę. Notorycznie śle mi smsy, zapraszam na piwo/kawę/wódkę albo spacer. Nosz kurwa. Gdybym chciał mieć dziewczynę [co zresztą miało już miejsce wiele lat temu] to bym był hetero.
Za bardzo ostatnio imprezuję... za często chyba goszczę w klubach. Plusem jest jednak spotkanie które zrodziło ciekawą perspektywę/znajomość. Na jednej z imprez spotkałem pana barmana z innego klubu a wspólne tańce skończyły się w skrócie: taksówka -> sklep nocny -> jego dom i wódka. Oczywiście moje zasady nawet po pijaku są żelazne i mimo chęci pana barmana, po prostu zasnęliśmy. Rano był tak uprzejmy że na gigakaca zaserwował kawę do łóżka.
Po ostatnich doświadczeniach z nieudanymi związkami, pojebami emocjonalnymi, krętaczami i sexoholikami, stwierdziłem, że od teraz mam "wyjebane". I ot co się dzieję? Barman sam inicjuje spotkania, zaprasza na kawę i interesuję się dalszym rozwojem sytuacji. Któregoś razu zadał mi pytanie na które odpowiedziałem zaskakując samego siebie. - Powiedz mi co nas łączy? Jak nazwać tą relację? - zapytał. - Nie nazywajmy tego, niech po prostu trwa, a jak się rozwinie to czas pokaże. Prawda, ze zaskakujące? Pierwszy raz z pełną determinacją chcę, by czas zweryfikował czy ta znajomośc zmierza w dobrym kierunku, bez męczenia mnie niedopowiedzeniami.
Ostatnia impreza na którą miałem się w ogóle nie wybierać skończyła się dla mnie dnia następnego o godzinie 16, kiedy to na morderczym kacu wróciłem do domu. Mogę napisać, że było ciekawie, nawet bardzo. Bilans jest taki, że jedna niewiasta ma złamane serducho, jeden chłopiec miał nadzieję, że się nim zainteresuje, powstało kilka niepublikowalnych fotek i wracałem do zdrowia przez dwa dni. :P
"Ale z niego ciacho. Dowiesz się czy ma dziewczynę? Mam tak do niego podejść i zapytać?, Zostaje na noc? W którym pokoju śpi? Masz jego numer?" - To tylko kilka ze zdań jakie padły jednym ciągiem w stronę mojej koleżanki, wymawiane jednym ciągiem przez Blond Katarzynę by zebrać informacje na mój temat. Po odczekaniu kilkunastu sekund Marta [koleżanka na którą spadł ów potok słów] odpowiedziała tylko jedno zdanie, które zniszczyło światopogląd blondynki.
-Kaśka, nie masz u niego szans, on jest Gejem.
Lirycznie ujęte słowa zepsuły dziewczynie resztę imprezy. Ale przecież to nie moja wina, nie wybierałem tego, że jestem gejem, po prostu miałem szczęście;) :P
Chłopak, który miał nadzieję, że napije się z nim piwa i "poznamy się bliżej" został najzwyczajniej poinformowany słowami "nic z tego nie będzie", bo przecież w mojej głowie mam tylko jeden zakodowany obraz chłopaka, tego z którym wiąże pewne plany i nikt inny do szczęścia nie jest mi potrzebny. Jak będzie z Świątecznym Chłopakiem okaże się w najbliższym czasie, póki co nie zapeszam;)
Jestem już zmęczony tą swoją bezsennością... Ile to już tygodni? Nawet nie liczę...
Kiedyś rozmawiałem z dyrektorem pewnego teatru, rozmowa dość luźna. Zapamiętałem z tamtej rozmowy bardzo ważną rzecz: "Nie sztuką jest kochać człowieka, który zawsze ładnie wygląda, ma zawsze ułożoną fryzurę i pięknie się prezentuje... Sztuką jest kochać człowieka, który ma czasem rano kaca, nie zawsze ładnie się prezentuje a nawet czasem śmierdzi mu z ust... To jest dopiero sztuką, kochać niedoskonałość."
Styczeń to ponoć miesiąc w którym wiele się zmienia. Zmiany nie zawsze są oczywiste i widoczne na pierwszy rzut oka, ale są... Ważną zmianą jest mój wewnętrzny pogląd na związki. Te w których istnieje zaufanie, miłość, wierność i partnerstwo. Może to śmieszne, ale wciąż wierzę, że dwóch facetów może żyć w monogamicznym wartościowym związku latami a nawet do końca swoich dni. Wierzę w miłość, chociaż może po prostu pragnę jej w swoim życiu.
"Łatwo jest kochać drugiego człowieka takim, jaki on jest. Trudno jest kochać drugiego człowieka takim, jaki nie jest. Widzieć w nim to wszystko, jaki mógłby być, ale jeszcze nie potrafi."
Świąteczny chłopaczek o którym pisałem we wcześniejszych notkach, wciąż gości w moim życiu. Wydaje mi się, że zmierza to w dobrym kierunku. Mimo pewnej odległości, dzieje się dobrze. Mówi się, że "pijany prawdę ci powie". Ostatnio również usłyszałem, że jeśli ktoś do Ciebie dzwoni po pijaku, oznacza to, ze jesteś dla niego ważny. Świąteczny chłopiec zadzwonił, był przesłodko upity i nieziemsko uroczy.
Co mam napisać o sylwestrze? Mógłbym wiele, bo było idealnie! I to temat rzeka. W wielgachnym skrócie mogę powiedzieć, że los jest nieprzewidywalny... W poprzedniej notce napisałem o miłym zakończeniu świąt, o pewnym chłopaku i niespodziewanym pocałunku. Zdawało mi się, że to tylko niewinny pocałunek i że ów chłopaka nie spotkam już nigdy... A dziś? Dziś jesteśmy w stałym kontakcie[niestety mieszka w innym mieście], spędziłem u niego niezapomnianego sylwestra, poznałem tam też wielu ludzi z różnych miast, Poznania, Leszna, Krakowa, Zielonej Góry, Zakopanego?!, itp itd.
Ów chłopaka poznałem lepiej, i spędziłem z nim fantastyczną noc! Rozmawialiśmy, piliśmy, paliliśmy, całowaliśmy się, bzykaliśmy aż w końcu zasypialiśmy razem, by wstać i również wspólnie z resztą umierać z powodu kaca. Tego wieczoru padło wiele zdań, słów, może nawet deklaracji, które skonfrontowałem z nim gdy oboje doszliśmy do siebie. Coś z tego będzie, coś się szykuję.
Moi drodzy, w swoim życiu, zawsze poszukiwałem kogoś kto jest najzwyczajniejszy na świecie i ma trochę poukładane w głowie, ma pasje, i jest zwykłym facetem. Bycie gejem w moim mniemaniu nie powoduje, że facet automatycznie musi zginać nadgarstki, piszczeć na widok myszy i zachowywać się jak kobieta. Ja sam jestem gejem, wcale mi to nie przeszkadza, moi znajomi również nie przywiązują do tego wagi, bo nie robi im to zupełnie różnicy z kim się całuję lub sypiam. Ale nie mam piszczącgo głosu, nie boję się ubrudzić i nie musze koniecznie mieć nowej bluzeczki z H&M. I właśnie w swoim życiu spotkałem faceta podobnego do mnie:) Może jest troche bardziej skryty niż ja, może jest mniejszym optymistą, może mamy wiele różnic, których jeszcze nie poznałem, ale jest szansa... To jest moment w którym trzeba zaryzykować, bo kto nie ryzykuje, ten nie ma...
Ten rok musi być lepszy Nowy rok- 365 nowych nadziei, tysiąc wyzwań, milion marzeń, jedna miłość.
"Nowy początek dzięki kalendarzowi zdarza się co roku. Wystarczy nastawić zegar na styczeń. Nagrodą za przetrwanie świąt jest Nowy Rok i związana z nim tradycja noworocznych postanowień. Rzucić przeszłość za siebie i zacząć od nowa. Trudno się oprzeć pokusie rozpoczęcia od nowa… Schowania zeszłorocznych problemów do szuflady."
Ostatni dzień świąt zapowiadał się równie nudno jak całe święta, ale już z samego rana jakby dało się czuć jakiś dziwny optymizm. Gdy zadzwonił telefon i usłyszałem jak moja przyjaciółka mówi: "Szykuj się na wieczór, idziemy na gruby bouns." - wiedziałem, że skończy się to ewidentnie nad ranem.
Wyszykowany i mentalnie nastawiony na imprezowy klimat dotarłem w umówione wcześniej miejsce i tam zrobiliśmy mały before przed imprezą. Odpowiednia dawka alkoholu [przyznaje, że potrzebuje spoooro] zawsze przekłada się na szybkość mojego wkraczania na parkiet. A Jeffree jak to ma w zwyczaju, bez zbędnych ceregieli chwycił świeżo poznaną koleżankę za rękę i zaciągnął na parkiet. Ów koleżanka od samego początku była poinformowana, o tym że jestem gejem, więc taniec zamienił się w prawdziwie wirujący sex na parkiecie.
"Jeffree! On jeste gejem!"
Wiedziałem, że zawsze mogę liczyć na swoich znajomych, a na koleżanki to już w stu procentach. Swatanie w ich wykonaniu jest niesamowite, a jeszcze bardziej niesamowicie to wygląda gdy swatać chcą mnie;) Blisko 2 godziny podchodów do jednego z chłopaków których poznałem [a byli oni znajomymi mojej znajomej] zaowocowało w niesamowicie nieudaną dyskusje: - No i jak tam, co sądzisz o Jeffree'm? - A całkiem fajny. - No to może coś tam zagadacie? - Chętnie, tylko, ze ja jestem zajęty O.o
Facepalm do potęgi N, ale było przynajmniej śmiesznie;)
Mimo nieudanego swatania z pierwszym kandydatem wyszukanym przez moje kochane dziewczyny, pojawił się [a w zasadzie cały czas był, tylko sądziłem ze jest hetero] drugi kandydat - kolega pana numer jeden;) [wiem że to zagmatwane:P] Z panem numer 2 rozmawiałem przez dalszą część imprezy, a nawet niecnie wyciągnąłem na parkiet by potańczyć, ten jednak po kilku wrócił ze mną do stolika bo jak stwierdził "nie jest gotów na publiczne tańczenie z chłopakiem".
"Odprowadzisz mnie?"
Wieczór powoli dobiegał końca i mimo tłumu jaki był w klubie część znajomych rozchodziła się "wstawiona" do swych domostw;) Przyszedł czas, że pan nr 2 musiał zbierać się do domu z racji podróży w akompaniamencie jego bliskiej koleżanki, którą miał odstawić bezpiecznie do domu. Ubrał się i zapytał "To co, odprowadzisz Nas kawałek?". W pierwszym momencie nie zrozumiałem o co chodzi, ale za trzecim razem dotarło do mnie: "Jeffree, idź z nimi!"
Gdy tylko wyszedłem z nimi, wystarczyło że zrobiłem kilka kroków a pan numer 2 obrócił się w moją stronę, zatrzymał bezpośrednio przed moją twarzą i ... pocałował mnie. Staliśmy tam z dobre kilka minut i się całowaliśmy a koleżanka mogła jedynie to obserwować. Spojrzał mi w oczy i niechętnie rzucił "no to dobranoc"... Nic innego nie pozostało mi jak odpowiedzieć to samo. A w chwile później wymieniliśmy się numerami telefonu.
Następnego dnia spotkaliśmy się i razem łaziliśmy po mieście. Nic z tego nie będzie z racji mieszkania w różnych miastach i znaaaacznej odległości, ale zakumplowaliśmy się i już wstępnie ugadaliśmy się na jakąś imprezę;) Taki właśnie mały prezent zrobił mi Mikołaj, bardzo miły, mimo, że nic poważniejszego z tego nie wyjdzie...
"Mimo wszystko..."
Czasami warto poddać się chwili i naładować akumulatory endorfin. Nieważne, że przyszłość nagle nie rozjaśni się i wciąż ciężko szukać gotowych rozwiązań. Raz do roku, zdmuchując świeczki z tortu urodzinowego, życzymy sobie jedno, porządne życzenie. Niektórzy z nas są bardziej zachłanni na szczęście: zdmuchują rzęsy, wrzucają monety do fontann, liczą na szczęśliwe gwiazdy. I od czasu do czasu... niektóre z tych życzeń się spełniają. Co wtedy? Czy to jest to, czego się spodziewaliśmy? Czy rozkoszujemy się ciepłą poświatą naszego szczęścia? Czy... zdajemy sobie sprawę, że mamy długą listę życzeń do spełnienia? Bo przecież nie życzymy sobie łatwych rzeczy. Życzymy sobie czegoś wielkiego. Rzeczy, które są ambitne, poza zasięgiem. Życzymy sobie, ponieważ potrzebujemy pomocy. Ponieważ jesteśmy przestraszeni. I wiemy, że prosimy o zbyt wiele. Pomimo tego wciąż sobie życzymy... ponieważ czasami... życzenia się spełniają.